Apostolstwo Sióstr w Związku Radzieckim

Wędrowanie apostolskie Sióstr za wschodnią granicę Polski rozpoczęło się prawie od razu po zakończeniu Kapituły Generalnej w 1969 r. Zgromadzenie liczyło wówczas 33 siostry – 32 profeski i 1 nowicjuszkę. Przed całą wspólnotą zakonną stało wymagające zadanie dostosowania norm prawnych i stylu życia do wskazań Soboru Watykańskiego II. Dynamizm, z jakim siostry „zabrały się do wykorzystania” nowych możliwości – świadczy o mocy duchowej, gorliwości, by Jezus Chrystus był znany i miłowany przez wszystkich ludzi, o czujności tej nielicznej gromadki, by z całym zaangażowaniem podchwycić natchnienia Ducha Świętego. Siostry przyjęły możliwości wyjazdu na Wschód jako czas łaski, urzeczywistnienie własnego powołania, jako początek długo oczekiwanej i gorąco wymadlanej realizacji zasadniczego celu Zgromadzenia.

Zachowały się listy s. Dominiki Sikory z pobytu w ZSRR latem 1969 r. (w republikach: białoruskiej i litewskiej). S. Dominika wyjechała z mieszkającą u nas p. Józefą Supytko (w III Zakonie Dominikańskim – s. Katarzyną), do jej rodziny w pobliżu Grodna. Z jej relacji wynika, że próbowała w ogóle zorientować się w sytuacji Kościoła na tamtych terenach. Dotarła do pracujących z wielkim poświęceniem kapłanów (wymienia dwóch); odnalazła siostry – prawdopodobnie dominikanki klauzurowe, żyjące w rozproszeniu, w ukryciu. Przede wszystkim omadlała „misję wschodnią”, powierzając wszystko Matce Bożej w Ostrej Bramie w Wilnie. Oto fragmenty listów s. Dominiki pisanych do M. Józefy – wówczas przełożonej generalnej (a także do M. Marii):

A.M.

Wojtowce 11 VIII 69 r.

Droga Mamo!

Uprzejmie zawiadamiamy, że zajechałyśmy bardzo dobrze i szczęśliwie. Dzieci były wszystkie bardzo zdrowe. Nikt nie zachorował. Najlepiej powodziło się Darkowi Teresy, nie miałam z nim żadnego kłopotu. Tak przy kontroli celnej jak i w pociągu siedział sobie na półce spokojnie i nikt się nim nie interesował. ...

 

A.M.

10 IX 1969

Droga Mamusiu i Kochana Ciociu
Wraz ze wszystkimi dziećmi !

(...) No cóż, zrobiłyśmy tyle, na ile czas i nasze ograniczone możliwości nam pozwoliły. Ażeby pracę dobrze wykonać, trzeba ją najpierw przemyśleć, przygotować i dobrze zorganizować. Zalesiony czy zachwaszczony teren trzeba odpowiednio poznać, czy nadaje się pod uprawę odpowiednich roślin. (...) Otóż czas mego urlopu przeszedł na poznawaniu gleby (...). Stwierdziłam, że ziemia jest dobra i bardzo dobra, tak pod uprawę dużych roślin jak i małych roślinek.(...)
Jacek i Andrzej chętnie by przyjechali, ale problematyczne zaproszenie, bo nie ma kto by ich mógł zastąpić. Teren ich pracy leżałby odłogiem przez cały czas ich nieobecności (...). Będzie możliwość zaproszenia innych osób.(...)
Na dzień Imienin Kochanej Cioci przesyłam zdjęcie Najukochańszej naszej Mamusi z Wilna oraz zdjęcie O. Piotra, który zmarł 26 X 1960 w Moskwie i tam jest pochowany.

W tym samym czasie Zgromadzenie podjęło ogromny wysiłek założenia pierwszej misyjnej placówki. Najpierw trzeba było zadecydować, gdzie ma ona powstać. W krótkim czasie okazało się, że będzie to Argentyna. Siostry nie zapomniały jednak o ”uprzywilejowanym” dla nas terenie apostolstwa i z równym zaangażowaniem szukały możliwości posługiwania na Wschodzie. W II 1973 pierwsze Siostry wyjechały na Zachód – przez Rzym – do Argentyny (wśród nich s. Dominika, która trzy i pół roku wcześniej podróżowała po Związku Radzieckim), a latem kolejne Siostry zostały posłane na Białoruś. Należy zdać sobie sprawę, że wyjazdy były ogromnie utrudniane. Potrzebne były m.in. zaświadczenia Prymasa, który musiał osobiście brać odpowiedzialność za każdą osobę konsekrowaną przekraczającą wschodnią granicę. Pokonawszy rozmaite przeszkody pojechały: M. Imelda i s. Kazimiera. Pierwszym punktem zaczepienia naszych Sióstr, „bazą” – stał się gościnny dom siostry p. Józi. Siostry zatrzymały się u niej we wsi Dmitriówka (7 km od Grodna). Wówczas w Grodnie były czynne (i odnowione) 2 kościoły, w których odprawiano liturgię posoborową.

Siostry nawiązywały znajomość z pojedynczymi osobami, wykorzystywały nawet przypadkowe spotkania, aby zainteresować sprawami Bożymi. Szukały rodzin, którym mogłyby przesyłać książki religijne, modlitewniki, dewocjonalia. Szukały osób, od których kolejne Siostry mogłyby otrzymać zaproszenie (bezwzględnie konieczne, by się starać o wyjazd). W tych wszystkich działaniach trzeba było zachować najdalej posuniętą ostrożność, aby nikogo nie narazić na prześladowania i nie zniweczyć dotychczasowych „osiągnięć”. Kapłani i siostry, którzy przetrwali na tamtych terenach – ułatwiali naszym Siostrom apostołowanie, ale bardzo rzadko mogli korzystać z zaproszenia do Polski – mieli świadomość, że nie mogą pozostawić wiernych bez opieki duszpasterskiej, która i tak była ogromnie ograniczona.

Kolejny, trzeci wyjazd Sióstr miał miejsce w 1976 r. Znowu M. Imelda pojechała z s. Kazimierą, lecz tym razem do Wilna. Siostry radowały się z powodu odnawiania kościołów w tym mieście. Razem z licznymi turystami modliły się w sanktuarium w Ostrej Bramie. S. Kazimiera zostawiła po tej misji dość dokładne sprawozdanie. Odwiedziła wówczas pięć rodzin w Wilnie, jedną w okolicy, a także „objeździła” Białoruś według listy adresatów, którym przez trzy lata posyłała książki religijne. Miała wtedy możliwość poznać tych ludzi – w Lidzie, Lipniszkach, Biełogrudzie, Adamowicach, Grodnie i Selwanowicach.

W tym samym, 1976 roku, s. Jadwiga udała się na Wschód, korzystając z zaproszenia swej siostry ciotecznej – Julii. Przez pięć kolejnych lat s. Jadwiga poświęcała około sześć tygodni wakacyjnych, aby dołożyć swą cegiełkę do ewangelizowania zateizowanych terenów. Prowadziła tam lekcje z dziećmi, przygotowujące do sakramentów, do udziału w Żywym Różańcu; organizowała spotkania z bielankami i dyskusje z miejscową inteligencją. Przemawiała w kościołach, zwłaszcza po niedzielnych Mszach św. Do każdego wyjazdu przygotowywała się kilka miesięcy: układała program tematycznie, zbierała materiały popularne i naukowe, opracowywała tematy dla wierzących i niewierzących – po polsku i po rosyjsku. Wykazywała wielką pomysłowość w ukrywaniu dewocjonaliów, które w dużej ilości przewoziła przez granicę – np. różańce miała na sobie, częściowo zdemontowane, jako liczne sznury korali, a medalikami podszywała listwę spódnicy.

Rok 1978 przyniósł nową ekspansję wyjazdów apostolskich. Już w lutym na Wschód udała się s. Kazimiera z p. Józią. Objechała dawną swoją trasę (Grodno, Wilno, Lida, Lipniszki, Biełogrud, Adamowice) – odwiedzając adresatów religijnych przesyłek. Zyskała nowe adresy – z Maładeczna, Oszmian, Krasnego.

W maju 1978 udała się do Wilna s. Ancilla. Zaprosiła ją tercjarka dominikańska. Siostra zamieszkała u sióstr dominikanek obrządku wschodniego – s. Filomeny (Zofii Ejsmont) i s. Romualdy, które skontaktowały ją z innymi jeszcze siostrami ze zgromadzenia Matki Abrikozow oraz z dominikankami klauzurowymi, które przetrwały w rozproszeniu, ukrywając swą tożsamość – najczęściej jako pomocnice księży przy parafiach w odległych od siebie małych miejscowościach. S. Ancilla poznała tamtejszych duszpasterzy, wygłaszała prelekcje, spotykała się ze świeckimi kobietami, które apostołowały w swym otoczeniu. Ze wzruszeniem wspominała spotkanie z Siostrami Nazaretankami. Same żyły one w skrajnym ubóstwie, ale gdy usłyszały, że są na ich terenach siostry klauzurowe – dominikanki – przekazały dla nich przez s. Ancillę dość sporą ofiarę. Nasza Siostra w różny sposób próbowała organizować jakieś wsparcie materialne. Zbierała na rzecz Sióstr z Povilniusa intencje mszalne, które zgodzili się odprawiać Ojcowie na Freta.

Dwa tygodnie po powrocie s. Ancilli do Polski – 12 VI 1978 r. – u s. Filomeny w Wilnie zawitała s.Róża. Została zapoznana z dominikankami klauzurowymi w Povilniusie. Miała do wypełnienia specjalne zadanie wobec nich. S. Różę poproszono o pomoc dominikankom klauzurowym żyjącym na Wschodzie w rozproszeniu – w szukaniu możliwości i podejmowaniu prób życia wspólnego. Tak więc s. Róża jeździła od miejscowości do miejscowości poznając te siostry i chyląc głowę wobec ich bohaterstwa, a raczej męczeństwa – w zachowaniu i obronie wiary. Były wśród nich staruszki, które spędziły ćwierć wieku na zesłaniu na Syberii, były prześladowane w więzieniach i na rozmaite sposoby. Podczas tej niezwykłej wędrówki s. Róża trafiła do Mejszagoły k.Wilna, gdzie świątobliwy kapłan – Ks. Borodziula (Sybirak) – poprosił ją o przygotowanie dzieci do I Komunii św. Uformowała się grupka trzydziestu dzieci, z których kilkoro dojeżdżało nawet 30 km na te katechezy. W Mejszagole zastał s. Różę O. Włodzimierz Kucharek OP, który polecił jej oprócz katechizowania – nadal odszukiwać ukryte dominikanki klauzurowe oraz tercjarki.

W połowie lipca s. Róża opuściła niwę wschodnią, odprawiła swoje rekolekcje zakonne w Zielonce i znowu spakowała się, by wyjechać na Wschód, tym razem dalej – do Rostowa nad Donem i Odessy. Ponieważ podróż trwała długo, przebywała tam tylko 14 dni. Celem tego wyjazdu był „wypoczynek”, co wtedy znaczyło: nawiązanie nowych kontaktów. Udało się Siostrze odnaleźć środowisko, w którym można by apostołować i ewangelizować. Przygotowała niejako teren do przyszłej pracy, jaką za parę miesięcy miała kontynuować s. Ancilla.

W tym samym czasie, gdy s. Róża przebywała nad Morzem Czarnym, na Litwę i Białoruś wyjechały: M. Imelda i s. Jadwiga. Warto przytoczyć opisaną przez s. Jadwigę rozmowę z celniczką na przejściu granicznym:

— Imiejecie li wy priedmiety rieligioznyje?
— Smotricie – no woźmiecie jejo na prowierku! — mówię do kobiety w wojskowym mundurze. W kieszeni żakietu miałam książeczkę do nabożeństwa. Zabrała mi ją oraz Pismo św. Inne książki ocalały.

M. Imelda najdłużej zatrzymała się w Lidzie. Początkowo była z nią tam s. Jadwiga, ale po tygodniu dominikanki z Wilna wysłały ją do Mejszagoły, gdzie parę tygodni temu duża grupa dzieci przygotowanych przez s. Różę przyjęła I Komunię św. S. Jadwiga kontynuowała katechizację: cztery razy w tygodniu przeprowadzała pogadanki z dwiema grupami dzieci.

Kontynuację apostolstwa prowadzonego w ten sposób za wschodnią granicą stanowiły przyjazdy osób zaangażowanych tam w działalność Kościoła i ich pobyt w Polsce, gdzie miały okazję odetchnąć wolnością religijną. Dzieliły się swym trudnym i bogatym doświadczeniem rozpalając u nas gorliwość o zbawienie braci. Chłonęły wszelkie wiadomości o życiu Kościoła, zbierały pomoce do swego ukrytego apostołowania. Wśród tych osób znalazły się dominikanki klauzurowe z Wilna, a także siostry ze Zgromadzenia Matki Abrikozow.

Błogosławiony rok 1978 przyniósł Kościołowi i światu wspaniały znak Bożej łaski – wybór kardynała Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. Polska przeżywała radość, nie licząc się z mocarzami ustroju socjalistycznego. Za naszą wschodnią granicą to wydarzenie pozostało spowite zasłoną tajności, zagrożenia, nawet wrogości. W kwietniu 1979 r. s. Ancilla wyruszyła przez Lwów i Kijów do Odessy. Na granicy przeszła rewizję: nie odebrano jej jednak ani Biblii, ani katechizmu, ani książek religijnych. Dewocjonaliów nie znaleziono. Pierwszym sprawunkiem, jaki Siostra załatwiła po wyjściu z peronu był zakup rzutnika i ramek do slajdów. Przywiozła ze sobą zwinięte w film przeźrocza Całunu Turyńskiego oraz z inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II. Z ich pomocą mogła łatwiej, przystępniej świadczyć o Chrystusie i Jego Kościele.

Podczas tego pobytu w Związku Radzieckim s. Ancilla nawiązała kontakt z duchowieństwem i wiernymi Kościoła unickiego, okrutnie wówczas prześladowanymi. Posłuchajmy fragmentu jej relacji:

20 V 79   Lwów

Zaraz po przyjeździe ok. godz.11.00 udałyśmy się z Anną do unickiego kościoła 70 km na północ od Lwowa za Wilszanycą. Odprawił tam służbę Bożą ks. Jozafat w cerkwi bez tynków wewnątrz, prawie bez dachu, na ziemi porozścielane worki z nawozów zamiast posadzki. Miast ikonostasu rusztowanie oklejone papierem pakunkowym – na nim niewprawną ręką malowane obrazy Serca Jezusa i Serca Maryi. Zaprawdę chyba w stajence betlejemskiej nie wyglądało gorzej. Nie wyglądało tak z powodu niedbalstwa ludzi, bo samo otwarcie zamkniętej cerkwi było nie lada wyczynem, za który groziła kara, lecz z powodu pośpiesznego przygotowania, by można było zebrać ludzi i sprawować Eucharystię w czasie zapowiedzianego przyjazdu O. Jozafata.

S. Ancilla przewiozła do Polski sprawozdanie od kapłanów wschodniego obrządku dla Ojca Świętego. Zdążyła przekazać je do Sekretariatu Prymasa Polski w przeddzień pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny. Na prośbę polskiego duchowieństwa i wiernych z terenu ZSRR s. Ancilla dwukrotnie pisała memoriały na Konferencje Episkopatu Polski, dotyczące sytuacji Kościoła na Białorusi i Ukrainie. Innym owocem podróży apostolskiej naszej Siostry była wizyta parafianki z Odessy w Zielonce. Stałą pomoc świadczoną tamtym wspólnotom stanowiły książki kolportowane przez nasze Siostry od grupy „Communione e Liberazione” z Mediolanu.

Po I pielgrzymce Jana Pawła II do Polski, Siostry, rozradowane i umocnione papieskim nauczaniem, niejako zaopatrzone w nowe treści, znowu ruszyły na Wschód. S. Jadwiga – do Mejszagoły; Oprócz tematów z pielgrzymki papieskiej głosiła orędzie objawień fatimskich. S. Kazimiera tym razem otrzymała zaproszenie z Leningradu. Odwiedziła dawnych znajomych – w Wilnie, Grodnie, Adamowicach, Lidzie, Lipniszkach, Biełogrudzie, Raduniu; spotkała się z osobami z Maładeczna, Krasnego, Oszmian i Łotwy. Zapoznała jeszcze pięć osób; Dotarła do Leningradu. Zdobyła nowe adresy, pod które będzie mogła wysyłać książki – z Moskwy i Łotwy. Szczególną troską S. Kazimiera otaczała księży starszych i kandydatów do kapłaństwa. Posyłała im materiały do kazań, pomoce duszpasterskie i rozprawy naukowe. W swoim sprawozdaniu podała przykładową liczbę wysyłanych rzeczy – w 1975r.: 7184 książki, 4000 obrazków, 2000 medalików, tajemnice różańcowe, różańce, krzyżyki. Na Święta pisała ok.50 listów. Tak zaopatrzeni nasi bracia i siostry za wschodnią granicą mogli ewangelizować swoje środowisko, skutecznie – choć w ukryciu – szerzyć wiarę w Jezusa Chrystusa wśród swoich znajomych.

W 1980 s. Jadwiga jeszcze raz udała się do Mejszagoły. Trzeba przypomnieć, że w Polsce nastał czas głębokich przemian społeczno-ustrojowych (”Solidarność”). Władze sowieckie w obawie przed „zarażaniem” niebezpiecznymi prądami myślowymi z wielką ostrożnością udzielały pozwoleń na wjazd do Związku Radzieckiego. W lutym 1981 udało się uzyskać zgodę na przekroczenie granicy dla s. Róży. Mimo, że był to środek roku szkolnego, Siostra znalazła zastępstwo w pracy katechetycznej i pojechała.

Ojcowie Dominikanie odpowiedzialni za apostolstwo wschodnie postanowili wprowadzać nasze Siostry w grupy apostolskie, jakie oni tam prowadzili. Zobowiązali się pokrywać koszty podróży. S. Róża podróżowała z o. Zygmuntem przez Moskwę (tam spotkali się z S. Norą ze Zgromadzenia Matki Abrikozow) do Rostowa, gdzie sześć osób przyjęto do III Zakonu. Dalej trasa biegła znowu przez Moskwę do Leningradu. W tym mieście przyjęli ich tamtejsi dominikanie – ojciec, trzech braci i dwie siostry. S. Róża pojechała jeszcze do Wilna, Lidy i Grodna, gdzie czekała na nią kandydatka do naszego Zgromadzenia. Następnie wędrowała przez Lwów, Drohobycz, Otynię i Truskawiec. Próbę spojrzenia oczami tamtejszych wiernych na przyjazdy do nich naszych Sióstr niech nam przybliży wypowiedź ks. Hoppego, proboszcza z Odessy, jaką skierował tam do s. Róży (zapisana w jej sprawozdaniu):

Podczas rozmowy Ks. Hoppe ubolewał, że od dawna prosił siostry dominikanki z Wilna o pomoc w pracy i dotąd nie przyszły. Powiedział on: „Proszę więc, niech Siostra tu zostanie, zaraz napiszę do przełożonych i zaczniemy wszystko załatwiać”. Gdy odpowiedziałam, że zostać nie mogę – rzekł z goryczą: „Nie rozumiecie naszych potrzeb, tam by się nic nie stało bez jednej siostry, a tu byłoby dużo... to po co wy przyjeżdżacie na tydzień...” Ale zaraz dodał: „Ale dobrze, dobrze, przyjeżdżajcie chociażby tylko pomodlić się z nimi przed jedzeniem... Niech to przynajmniej widzą”.

Pracę apostolską na Wschodzie, prowadzoną przez nasze Siostry metodą corocznych wyjazdów przerwał stan wojenny. Nie skończyło się jednak omadlanie dokonanego zasiewu. Dalsza historia to: kolejne wyjazdy, przyjazdy do nas osób stamtąd. Wreszcie wyjazd na stałe s. Ancilli w 1990 r., s. Kazimiery w 1991 r., później kolejnych Sióstr. Powstał dom w Fastowie, Rokitnie i Kijowie (Ukraina), w Liep?ji i Kuldidze (Łotwa), w Orle (Rosja).

Przejrzystym obrazem tego, czym jest i jak jest ważna obecność Sióstr dla tamtejszych ludzi, był pogrzeb S. Kazimiery (zm. 24 IV 2001 r.) – wielkie świadectwo wdzięczności za przekazany dar wiary.

Wszystkie jesteśmy włączone w dzieło ewangelizacji, misji wśród pogan – i w Rosji. Niech to poznawanie zaangażowania apostolskiego naszych Sióstr napełni nas na nowo dziękczynieniem i rozpali gorliwością, nieugaszalnym pragnieniem, by wszyscy poznali Boga i Tego, Którego posłał – Jezusa Chrystusa.

Dla łatwiejszego uświadomienia wysiłku ukrytego apostołowania w ZSRR podjętego przez Siostry – podajemy zestawienie : W latach 1969 – 1981 wyjeżdżały na Wschód:

S. Dominika Sikora 1 raz, w 1969
M .Imelda Błeszyńska 3 razy, w 1973, 1976, 1978
S. Kazimiera Morka 4 razy, w 1973,1976,1978,1979
S. Jadwiga Twarowska 5 razy, w 1976, 1977, 1978, 1979, 1980
S. Ancilla Swatowska 2 razy, w 1978 i 1979
S. Róża Krszyna 3 razy, w 1978 (2 razy) i 1981

Zatem sześć Sióstr (spośród trzydziestu kilku) w tych latach – osiemnaście razy podjęło niełatwą i nie bardzo bezpieczną wędrówkę apostolską. Zestawienie ujęte chronologicznie przedstawia się następująco:

1969 – s. Dominika
1973 – M. Imelda, s. Kazimiera
1976 – M. Imelda, s. Kazimiera, s. Jadwiga
1977 – s. Jadwiga
1978 – s. Kazimiera, s. Ancilla, s. Róża (2 razy), M. Imelda, s. Jadwiga
1979 – s. Ancilla, s. Jadwiga, s. Kazimiera
1980 – s. Jadwiga
1981 – s. Róża


początek strony